Piątkowa wizyta premiera Tuska w Moskwie tylko w mediach wywołuje spazmy i drgawki podnieconych prowadzących i spoconych polityków. Ale zwykli Polacy mogą co najwyżej udawać orgazm.
Właściwie nie zdarzyło się nic godnego odnotowania. Spotkali się szefowie państw, trochę pogadali, każdy został z grubsza przy swoim, do kamer przesłano zestaw dyplomatycznych uśmiechów. Nie osiągnięto niczego szczególnego, niczego nie zaprzepaszczno. Nikt nie oczekiwał po tej wizycie niczego więcej ani niczego mniej.
Zwykła wizyta w innym kraju.
I tylko politycy PiSu, żeby było o czym mówić, tupali po telewizjach że to już koniec świata i nasze stosunki z Ukrainą są zaprzepaszczone.
A co Rosja zrobi za dzień, miesiąc, rok – i tak nie wiadomo. Niedemokratyczny reżym jest nieprzewidywalny. Czym też nie warto się za bardzo przejmować.